Hej, Soko³y, czekali¶my na to ca³y rok...
Tym razem szlak kajakowy wiedzie daleko (na £otwê) i d³u¿ej – 2 tygodnie. Krêta, pe³na zakoli i starorzeczy Gauja przez ponad 450 km meandruje dolin± g³êboko wciêt± w miêkkich piaskowcach dewoñskich, rze¼bi±c ró¿nokolorowe urwiska, wyp³ukuj±c pieczary i fantastyczne formy skalne. Strome zbocza s± poro¶niête lasami, z dziesi±tkami miejsc na biwaki (puste, gratis i dostêpne wy³±cznie z wody). Szlak wyj±tkowo malowniczy i niezbyt uci±¿liwy, choæ podobno s± odcinki trudniejsze, przeszkody, wahania poziomu wody w rzece. I do tego uj¶cie w Zatoce Ryskiej – po raz pierwszy dop³yniemy do morza! Dla nas szlak liczy trochê ponad 280 km. Startujemy w miejscowo¶ci Vidaga, w pobli¿u szosy Ryga-Psków, ok. 150 km od Rygi, tu¿ przed wp³yniêciem Gauji w nieprzebrane lasy...
Z Ag± od kilku dni odliczamy: codziennie prze¶cigamy siê, które pierwsze wy¶le drugiemu sms-a: „10!”, „9!!”, „8!!!”..... I wreszcie ostatni: „JUTRO!!!”
12 lipca, sobota, bez p³yniêcia
No i doczekali¶my siê! Wyruszamy bladym ¶witem, niektórzy z dusz± na ramieniu - prognozy pogody nie s± zachêcaj±ce: przez pierwszy tydzieñ nie zapowiadaj± ani jednego dnia bez deszczu. Inni, jak twierdz± nie zmru¿yli oka tej nocy... Ale co tam, w koñcu (jak mawia³ Szwejk) „jeszcze nigdy tak nie by³o, ¿eby jako¶ nie by³o”...
W tym roku jedzie piêtnastka: Aga z Mariuszem, Iza, Asia z Wojtkiem i dzieciakami (po raz pierwszy na sp³ywie!), Rafa³, Grze¶ z Milen±, Rasik z Gabrysi±, ja, Mateusz i Dominik. To bêdzie 8 kajaków. Zgodnie z planem, o 9.00 jeste¶my w Suwa³kach. I tu pierwsze niespodzianki: Aga z Mariuszem przygotowali dla wszystkich „firmowe” koszulki: ciemnozielone, z du¿ym emblematem IKRY na ¶rodku. Roze¶miani i podnieceni przebieramy siê. Obserwujê to z rozbawieniem i lekkim niepokojem – przecie¿ ja wpad³em na ten sam pomys³ (i jak tu nie wierzyæ w teoriê o „bratnich duszach”?) - w baga¿niku mam koszulki specjalnie przygotowane na sp³yw (na szczê¶cie zupe³nie inne: ¿ó³te, z wyszytym okoliczno¶ciowym obrazkiem). To ju¿ pe³ne zaskoczenie.
Z entuzjazmem witamy pana Macieja – od kilku lat wypo¿ycza nam kajaki, organizuje dojazd, s³u¿y nieocenionymi radami. Tym razem wysy³a z nami busik (ca³a m³odzie¿ przesiada siê do niego, ¿eby dalej jechaæ razem) z kajakami i do¶wiadczonym kierowc±. Jeszcze krótki przystanek w kantorze i w drogê... Wybieramy najkrótsz± drogê, ale to i tak ponad 500 km od granicy. Na £otwie czê¶æ dróg (nawet g³ównych) nie ma asfaltowej nawierzchni. Na zaplanowanej trasie na tak± w³a¶nie trafiamy przez ostatnie kilkadziesi±t
kilometrów – wleczemy siê w tumanach kurzu. Im dalej, tym gorsza pogoda. Wreszcie, na kilkana¶cie kilometrów przed celem, potê¿na choæ krótkotrwa³± burza oczyszcza atmosferê. I nagle, w ¶rodku lasu, drogê przegradza zwalone drzewo. Objazd to dodatkowe kilometry... Niewiele my¶l±c, wyjmujemy siekiery (mamy 2: moj± i Izy), pi³ê i bierzemy siêdo pracy. Po kilkunastu minutach wspólnego wysi³ku, brudni,

mokrzy, ale u¶miechniêci, odci±gamy przepi³owane drzewo. A kilkadziesi±t metrów dalej - nastêpne, znacznie grubsze. Bez wahania rzucamy siê z motyk± na s³oñce... Na szczê¶cie po chwili z drugiej strony podje¿d¿aj± £otysze z pi³± spalinow±. Jeszcze dwa nastêpne drzewa i droga wolna. Na miejsce (dobrze wybrane na start - dobry dojazd samochodem, blisko wody i sporo miejsca) docieramy oko³o 19.00. Na brzegu rzeki zbudowany amfiteatr, przy nim polanka. Rozbijamy namioty i przygotowujemy pierwszy posi³ek – ka¿dy wyci±ga co¶, co „koniecznie dzi¶” musi byæ zjedzone. Ognisko, kie³baski, piwo (polskie), rozgardiasz. Przygoda zatar³a nudê podró¿y, jeste¶my o¿ywieni i niecierpliwi. Omawiamy plany na jutro. Asia z Wojtkiem dochodz± do s³usznego :) wniosku, ¿e po³owê rzeczy musz± zostawiæ (w samochodzie) - intensywnie je przepakowuj±.
Po przegadanym wieczorze, zasypiamy z nadziej± na jutro.